Wciąż mijają dni świat między nimi płynie
Najpierw jest początek potem wszystko ginie
Gasną światła miasta cisza dookoła
Tylko w twojej głowie natrętny głos woła:
"Czemu płonie niebo?"
"Czemu niebo płonie?"
Mijają godziny ty między nimi stoisz
Nie ma stad ucieczki. Powiedz, czy się boisz?
Nie przebłagasz już żadną krwią Molocha
Obok ciebie człowiek z przerażeniem szlocha:
"Czemu płonie niebo?"
"Czemu niebo płonie?"
Mijają sekundy ostatnie - jak dziwnie
Twego życia bieg przesuwa się jak w filmie
Rachunek sumienia i zostało jedno
Świat rozpada się, teraz wiesz na pewno
Czemu płonie niebo
Czemu niebo płonie
To twój śmiech ciemny jak zmierzch
I mówisz tak jak w czasie burzy wiatr
Twój dotyk ust zimny jak lód
Pośród uczuć mgły tracę swoje sny
I kiedy tak zbliżam się do dna
Czekam na świt, co wytchnienie da
By nie słyszeć znów używanych słów piosenki
Namiętności z drugiej ręki
Pośród uczuć mgły tracę swoje sny
A dzień nie wstaje ...
A dzień nie wstaje ...
Nie ...
W czarnego światła blasku
W zimnych pochodni żarze
Podajesz mi truciznę
Z winem w złoconej czarze
Wśród martwych ptaków śpiewu
Gdzie suche rzeki płyną
Wstrzykujesz mi powietrze
W żyłę razem z morfiną
Barwny makijaż zdobi zimne oczy
Skryte uśmiechy, fałszywe, pod maskami
Korowód złudzeń tańczy i się bawi
Niespełnionymi marzeniami
W ciszy wielkiego gromu
Gdy nieme krzyczą głosy
Ty strzelasz srebrną kulą
W mą skroń gładząc me włosy
Barwny makijaż zdobi zimne oczy
Skryte uśmiechy, fałszywe, pod maskami
Korowód złudzeń tańczy i się bawi
Niespełnionymi marzeniami
Tworzysz dla mnie miraże
Owijasz mnie w swą magię
Lecz czy widzę to co ty chcesz
Czy to czego ja pragnę?
Leczą twoje iluzje moje krwawiące serce
Jak myślisz? Wiem już czy nie jeszcze?
Myśli - Saturna pierścienie
Wokół twojej głowy
I jedno pragnienie by zdobyć lek nowy
Co ukoi ból
Strach - lodowa pustynia
W środku twojej duszy
Ostatnia godzina gdy musisz sie zmusić
Żeby przeżyć dzień
Jak szkło
Jak szkło
Jak lustra srebrna toń
Pęka umysłu trzon
Jak szkło
Jak lustra srebrna toń
Jak lustra srebrna toń
Jak lustra srebrna toń
Pęka...
Jak szkło
Jak szkło
Jak lustra srebrna toń
Pęka umysłu trzon
Jak szkło
Jak lustra srebrna toń
Jak lustra srebrna toń
Jak lustra srebrna toń
Pęka...
Dzisiaj wtorek, nad miastem chmury
Obraz Boga w otchłań wciąż się toczy
Syn Człowieczy nadejść ma raz wtóry
Ja ciągle nie znam barwy twoich oczu
Dzień wolno płynie jak rozgrzany metal
Sługi Babilonu tworzą kłamstwa nowe
Biznesmeni i kurwy dysząc kalkulują
Ja ciągle nie wiem czy spotkam cię jutro
Zapada zmierzch, pulsują głośniki
Źrenice rozszerzone, ty i narkotyki
I ciemność, ciemność pełznie ulicami
I diabeł wraca nocnymi tramwajami
Dzisiaj wtorek, nad miastem chmury
Obraz Boga w otchłań wciąż się toczy
Syn Człowieczy nadejść ma raz wtóry
Ja ciągle nie znam barwy twoich oczu
Dzień wolno płynie jak rozgrzany metal
Sługi Babilonu tworzą kłamstwa nowe
Biznesmeni i kurwy dysząc kalkulują
Ja ciągle nie wiem czy spotkam cię jutro
Zapada zmierzch, pulsują głośniki
Źrenice rozszerzone, ty i narkotyki
I ciemność, ciemność pełznie ulicami
I diabeł wraca nocnymi tramwajami
Dzisiaj wtorek, nad miastem chmury
Obraz Boga w otchłań wciąż się toczy
Syn Człowieczy nadejść ma raz wtóry
Ja ciągle nie znam barwy twoich oczu
Dzień wolno płynie jak rozgrzany metal
Sługi Babilonu tworzą kłamstwa nowe
Biznesmeni i kurwy dysząc kalkulują
Ja ciągle nie wiem czy spotkam cię jutro
Zapada zmierzch, pulsują głośniki
Źrenice rozszerzone, ty i narkotyki
I ciemność pełznie ulicami
I diabeł wraca nocnymi tramwajami
Popatrz - władcy świata wśród spalin i prochów
Demony technologii chichoczą w półmroku
Kosmiczne czarcie oczy penetrują lądy
Kogo dosięgnie drwina inteligentnej bomby?
A ty jak anioł, mój anioł stróż
Prowadzisz z dala pustynnych burz
Kto może z tego tańca marionetek uciec
Gdy za splątane sznurki pociąga jeden głupiec?
A ty jak anioł, mój anioł stróż
Prowadzisz z dala pustynnych burz
A ty jak anioł, mój anioł stróż
Prowadzisz z dala pustynnych burz
Czas jak kwas, jak ból, jak jad twych słów
Gniew jak śpiew, jak lek, jak słońca blask
Znak jak ptak, jak kruk, jak świeży grób
Chłód jak cud, jak dzień, jak zbawca dusz
Czy idziesz tam gdzie zwracasz wzrok, czy tańcząc na linie pomyliłaś krok?
Co było piękne przeciekło przez palce, złe pozostało i zamknęło cię w walce
O nas...?
O siebie...?
Czy
Ślepiec nigdy nie będzie umiał odróżnić czerni od bieli
Gra jak ćma, jak noc, jak zimny wiatr
Grzech jak śmiech, jak rausz, jak pełny bar
My jak łzy, jak strach, jak jutra brak
Śmierć jak chęć, jak brzask, jak pierwszy raz
Czy idziesz tam gdzie zwracasz wzrok, czy tańcząc na linie pomyliłaś krok?
Co było piękne przeciekło przez palce, złe pozostało i zamknęło cię w walce
O nas...?
O siebie...?
Czy z tym co nas dzieli?
Ślepiec nigdy nie będzie umiał odróżnić czerni od bieli
Wokół ciemno, pada gęsty śnieg
Wszędzie cicho jak w spokojnym śnie
Nie mówię nic i milczysz ty
Zaraz nadejdzie koniec tej gry
W szkle witraże wymalował mróz
Cisza koi rozkrzyczany mózg
Nie czuję nic, a ze mną ty
Zaraz nadejdzie koniec tej gry
Gdzie jest to piekło?
Gdzie jest ten raj?
Gdzie jest to piekło?
Gdzie jest ten raj?
Dzisiejszy świt kona jak ty
Jak schyłek dnia odchodzę ja
Blask latarni wiruje jak śnieg
Wszystko tańczy jak w koszmarnym śnie
Nie czuję nic i milczysz ty
To właśnie nadszedł koniec tej gry
Gdzie jest to piekło?
Gdzie jest ten raj?
Gdzie jest to piekło?
Gdzie jest ten raj?
Gdzie jest to piekło?
Gdzie jest ten raj?
Gdzie jest to piekło?
Gdzie jest ten raj?
