Więcej informacji: http://altergothic.pl/site/news.php?readmore=1113.
Więcej informacji: http://www.qulturap.pl/index.php?act=pokaz&id=26.
Tak jak we śnie
Gdy mijam cię
Gdy idę tam gdzie prowadzą mnie
I spadam jak anioł z obciętymi skrzydłami
I widzę tylko to co pomiędzy nami
Napięta lina mi ciebie zabiera
Gdy pod stopami się otchłań otwiera
Ostatnich życzeń chcę więcej od zera
Dwudziestu czterech ministra teraz
Nie budzę się
Wciąż widzę cię
Ty patrzysz na mnie i nie widzisz mnie
Nie mogę nic zrobić. Chociaż z całych sił krzyczę
To wokół słychać tylko tę upiorną ciszę
Napięta lina mi ciebie zabiera
Gdy pod stopami się otchłań otwiera
Ostatnich życzeń chcę więcej od zera
Dwudziestu czterech ministra teraz
Wokół same obce twarze
Oczy świecą żądne wrażeń
Smugi światła w gęstym dymie
Ukrywają twoje imię
Porcelanowa lalka
Przedstawienie zacząć czas
Przyćmić światło wszystkich gwiazd
Porcelanowa lalka
Już pasuje każdy detal
Plastik, krew i metal
Znowu noc nie do pobicia
Mija tak jak błyskawica
Szminka, śmiech i twoje usta
Banknoty i lustra
Porcelanowa lalka
Przedstawienie zacząć czas
Przyćmić światło wszystkich gwiazd
Porcelanowa lalka
Już pasuje każdy detal
Plastik, krew i metal
I mówisz mi, że świat jest zły
I mówisz mi: "Tylko ty"
"Kiedy ciebie nie ma, wszystko tonie w cieniach"
"Błądzę. Wokół nie ma nic"
Kiedy czarna dziura marzeń wciąga za horyzont zdarzeń
A wszystkie duszy lekarstwa podszeptują nowe kłamstwa
Nie wiem czy mnie coś zaskoczy, kiedy spojrzę w twoje oczy
I czy będę stał do końca w chłodzie gasnącego słońca
Porcelanowa lalka
Przedstawienie zacząć czas
Przyćmić światło wszystkich gwiazd
Porcelanowa lalka
Już pasuje każdy detal
Plastik, krew i metal
Porcelanowa lalka
Porcelanowa lalka
Porcelanowa lalka
Porcelanowa lalka
Czy wiesz już jak smakuje strach
A serce ścina chłód zimny jak wiatr
Jesienna mgła...?
Gdy chwila jak cała wieczność trwa
Gdy kończy się czas i gaśnie blask dnia
A ja...
Nie mogę nic zrobić, nie mogę ci pomóc
Nie mogę pokazać ci drogi do domu
Gdy słońce życia wejdzie w barwy miedzi
Nie mogę ci wskazać żadnej odpowiedzi
I kiedy śmierć wyznaje, że twoim najlepszym przyjacielem jest
Że kocha cię ...
W dozgonnej swej przyjaźni znak
Przyrzeka ci twój koniec szybki bez słów
Powieki ruch...
W ciemności sam bez światła i barw
Czy słyszysz coś? Czy słyszysz?
Czy trwa tu bal w ciszy wirujących par?
Czy niepostrzeżenie próbując przemknąć się ukradkiem
Zostałeś przygwożdżony setki ludzi wzrokiem
Gdy stanęli i zwrócili w twoją stronę oczy?
Czy złamałeś ich rytm i zburzyłeś harmonię
Serca biciem, oddechem i złodziejskim krokiem?
I czy więcej ciekawości czy złości w spojrzeniach?
Czy oni na pewno nie chcą tu gości?
Ja ci na to nie odpowiem
Nikt nie może poza Bogiem
Bóg jest niemy od stworzenia
To ironia przeznaczenia
W jasności tam bez mroku i zła
Czy widzisz coś? Czy widzisz?
Czy ślepców tłum przy blasku zorzy
Nowe kolory dla świata tworzy?
Ja ci na to nie odpowiem
Nikt nie może poza Bogiem
Bóg jest niemy od stworzenia
To ironia przeznaczenia
Przekwitają wszystkie kwiaty
Noc umiera w świetle brzasku
Prawda końca oczywista
A ty ciągle tkwisz w potrzasku
Bóg jest niemy od stworzenia
To ironia przeznaczenia
Zamiast w strachu brnąć udrękę
Zaśpiewaj ze mną piosenkę
"Lalalalalalala lalalala lalalala"
"Lalalalalalala lalalala lalalala"
"Lalalalalalala lalalala lalalala"
"Lalalalalalala lalalala lalalala"
Przez pustkę wciąż gnam
Dzień, wiek, milion lat
A tyle słońc w oddali lśni
I nie wiem, którym jesteś ty
A wokół wciąż chłód
W ciszy wiele dróg
Bez końca nie nadchodzi dzień
I ciemność płynie jak zły sen
A wszechświat kurczy się
Nie mogę go zniszczyć i ciągle jest we mnie
Pragnienie, które zabija wolę
I nie wiem czy to twój zapach czy dotyk
Działa na mnie tak jak narkotyk
Nie mogę wciąż odejść choć miłość spłonęła
A ja ciągle żyję nadzieją
Że się odrodzi jak Feniks z popiołu
Że znowu w złoto zamienię ołów
Nie chcę cię mieć a wciąż jesteś przy mnie
Zbyt blisko by to nie bolało
I mimo sobie trwam ciągle przy tobie
Głupiec, Śmierć i Kochankowie
Czy możesz uwolnić mnie od tego?
Czy możesz uwolnić mnie od tego?
Czy możesz uwolnić mnie od tego?
Czy możesz uwolnić mnie?
Tylko raz
Czy możesz uwolnić mnie od tego?
Czy możesz uwolnić mnie od tego?
To twojej miłości jest anatema
Ból koję pustką - niewiele sie zmienia
Lecz kiedy przychodzisz, przynosisz cierpienia
Po stokroć większe niż te kiedy ciebie tutaj nie ma
Wciąż mijają dni świat między nimi płynie
Najpierw jest początek potem wszystko ginie
Gasną światła miasta cisza dookoła
Tylko w twojej głowie natrętny głos woła:
"Czemu płonie niebo?"
"Czemu niebo płonie?"
Mijają godziny ty między nimi stoisz
Nie ma stad ucieczki. Powiedz, czy się boisz?
Nie przebłagasz już żadną krwią Molocha
Obok ciebie człowiek z przerażeniem szlocha:
"Czemu płonie niebo?"
"Czemu niebo płonie?"
Mijają sekundy ostatnie - jak dziwnie
Twego życia bieg przesuwa się jak w filmie
Rachunek sumienia i zostało jedno
Świat rozpada się, teraz wiesz na pewno
Czemu płonie niebo
Czemu niebo płonie
To twój śmiech ciemny jak zmierzch
I mówisz tak jak w czasie burzy wiatr
Twój dotyk ust zimny jak lód
Pośród uczuć mgły tracę swoje sny
I kiedy tak zbliżam się do dna
Czekam na świt, co wytchnienie da
By nie słyszeć znów używanych słów piosenki
Namiętności z drugiej ręki
Pośród uczuć mgły tracę swoje sny
A dzień nie wstaje ...
A dzień nie wstaje ...
Nie ...
Nie przebaczam, nie poszczę, nie opuszczam głowy
Nienawidzę, nie kocham, nie wyznaję skruchy
Nie modlę się, nie klęczę, krzyżem tu nie leżę
Nie chłostam się, nie ufam, nie mam nic w ofierze
Nie ma nieba, nie ma, nie
Nie ma nieba, nie ma, nie
Nie nadstawiam policzka, grzechów nie żałuję
Nie dzielę się, nie wstydzę, Ciała nie przyjmuję
Nie modlę się, nie klęcze, krzyżem tu nie leżę
Nie dzielę się, nie wierzę, nie prostuję ścieżek
Nie ma nieba, nie ma, nie
Nie ma nieba, nie ma, nie
W czarnego światła blasku
W zimnych pochodni żarze
Podajesz mi truciznę
Z winem w złoconej czarze
Wśród martwych ptaków śpiewu
Gdzie suche rzeki płyną
Wstrzykujesz mi powietrze
W żyłę razem z morfiną
Barwny makijaż zdobi zimne oczy
Skryte uśmiechy, fałszywe, pod maskami
Korowód złudzeń tańczy i się bawi
Niespełnionymi marzeniami
W ciszy wielkiego gromu
Gdy nieme krzyczą głosy
Ty strzelasz srebrną kulą
W mą skroń gładząc me włosy
Barwny makijaż zdobi zimne oczy
Skryte uśmiechy, fałszywe, pod maskami
Korowód złudzeń tańczy i się bawi
Niespełnionymi marzeniami
Tworzysz dla mnie miraże
Owijasz mnie w swą magię
Lecz czy widzę to co ty chcesz
Czy to czego ja pragnę?
Leczą twoje iluzje moje krwawiące serce
Jak myślisz? Wiem już czy nie jeszcze?
Myśli - Saturna pierścienie
Wokół twojej głowy
I jedno pragnienie by zdobyć lek nowy
Co ukoi ból
Strach - lodowa pustynia
W środku twojej duszy
Ostatnia godzina gdy musisz sie zmusić
Żeby przeżyć dzień
Jak szkło
Jak szkło
Jak lustra srebrna toń
Pęka umysłu trzon
Jak szkło
Jak lustra srebrna toń
Jak lustra srebrna toń
Jak lustra srebrna toń
Pęka...
Jak szkło
Jak szkło
Jak lustra srebrna toń
Pęka umysłu trzon
Jak szkło
Jak lustra srebrna toń
Jak lustra srebrna toń
Jak lustra srebrna toń
Pęka...
Dzisiaj wtorek, nad miastem chmury
Obraz Boga w otchłań wciąż się toczy
Syn Człowieczy nadejść ma raz wtóry
Ja ciągle nie znam barwy twoich oczu
Dzień wolno płynie jak rozgrzany metal
Sługi Babilonu tworzą kłamstwa nowe
Biznesmeni i kurwy dysząc kalkulują
Ja ciągle nie wiem czy spotkam cię jutro
Zapada zmierzch, pulsują głośniki
Źrenice rozszerzone, ty i narkotyki
I ciemność, ciemność pełznie ulicami
I diabeł wraca nocnymi tramwajami
Dzisiaj wtorek, nad miastem chmury
Obraz Boga w otchłań wciąż się toczy
Syn Człowieczy nadejść ma raz wtóry
Ja ciągle nie znam barwy twoich oczu
Dzień wolno płynie jak rozgrzany metal
Sługi Babilonu tworzą kłamstwa nowe
Biznesmeni i kurwy dysząc kalkulują
Ja ciągle nie wiem czy spotkam cię jutro
Zapada zmierzch, pulsują głośniki
Źrenice rozszerzone, ty i narkotyki
I ciemność, ciemność pełznie ulicami
I diabeł wraca nocnymi tramwajami
Dzisiaj wtorek, nad miastem chmury
Obraz Boga w otchłań wciąż się toczy
Syn Człowieczy nadejść ma raz wtóry
Ja ciągle nie znam barwy twoich oczu
Dzień wolno płynie jak rozgrzany metal
Sługi Babilonu tworzą kłamstwa nowe
Biznesmeni i kurwy dysząc kalkulują
Ja ciągle nie wiem czy spotkam cię jutro
Zapada zmierzch, pulsują głośniki
Źrenice rozszerzone, ty i narkotyki
I ciemność pełznie ulicami
I diabeł wraca nocnymi tramwajami
Popatrz - władcy świata wśród spalin i prochów
Demony technologii chichoczą w półmroku
Kosmiczne czarcie oczy penetrują lądy
Kogo dosięgnie drwina inteligentnej bomby?
A ty jak anioł, mój anioł stróż
Prowadzisz z dala pustynnych burz
Kto może z tego tańca marionetek uciec
Gdy za splątane sznurki pociąga jeden głupiec?
A ty jak anioł, mój anioł stróż
Prowadzisz z dala pustynnych burz
A ty jak anioł, mój anioł stróż
Prowadzisz z dala pustynnych burz
Czas jak kwas, jak ból, jak jad twych słów
Gniew jak śpiew, jak lek, jak słońca blask
Znak jak ptak, jak kruk, jak świeży grób
Chłód jak cud, jak dzień, jak zbawca dusz
Czy idziesz tam gdzie zwracasz wzrok, czy tańcząc na linie pomyliłaś krok?
Co było piękne przeciekło przez palce, złe pozostało i zamknęło cię w walce
O nas...?
O siebie...?
Czy
Ślepiec nigdy nie będzie umiał odróżnić czerni od bieli
Gra jak ćma, jak noc, jak zimny wiatr
Grzech jak śmiech, jak rausz, jak pełny bar
My jak łzy, jak strach, jak jutra brak
Śmierć jak chęć, jak brzask, jak pierwszy raz
Czy idziesz tam gdzie zwracasz wzrok, czy tańcząc na linie pomyliłaś krok?
Co było piękne przeciekło przez palce, złe pozostało i zamknęło cię w walce
O nas...?
O siebie...?
Czy z tym co nas dzieli?
Ślepiec nigdy nie będzie umiał odróżnić czerni od bieli
Czas jak kwas, jak ból, jak jad twych słów
Gniew jak śpiew, jak lek, jak słońca blask
Znak jak ptak, jak kruk, jak świeży grób
Chłód jak cud, jak dzień, jak zbawca dusz
Czy idziesz tam gdzie zwracasz wzrok, czy tańcząc na linie pomyliłaś krok?
Co było piękne przeciekło przez palce, złe pozostało i zamknęło cię w walce
O nas...?
O siebie...?
Czy
Ślepiec nigdy nie będzie umiał odróżnić czerni od bieli
Gra jak ćma, jak noc, jak zimny wiatr
Grzech jak śmiech, jak rausz, jak pełny bar
My jak łzy, jak strach, jak jutra brak
Śmierć jak chęć, jak brzask, jak pierwszy raz
Czy idziesz tam gdzie zwracasz wzrok, czy tańcząc na linie pomyliłaś krok?
Co było piękne przeciekło przez palce, złe pozostało i zamknęło cię w walce
O nas...?
O siebie...?
Czy z tym co nas dzieli?
Ślepiec nigdy nie będzie umiał odróżnić czerni od bieli
Czy idziesz tam gdzie zwracasz wzrok, czy tańcząc na linie pomyliłaś krok?
Co było piękne przeciekło przez palce, złe pozostało i zamknęło cię w walce
O nas...?
O siebie...?
Czy idziesz tam gdzie zwracasz wzrok, czy tańcząc na linie pomyliłaś krok?
Co było piękne przeciekło przez palce, złe pozostało i zamknęło cię w walce
O nas...?
O siebie...?
Czy z tym co nas dzieli?
Ślepiec nigdy nie będzie umiał odróżnić czerni od bieli
Wokół ciemno, pada gęsty śnieg
Wszędzie cicho jak w spokojnym śnie
Nie mówię nic i milczysz ty
Zaraz nadejdzie koniec tej gry
W szkle witraże wymalował mróz
Cisza koi rozkrzyczany mózg
Nie czuję nic, a ze mną ty
Zaraz nadejdzie koniec tej gry
Gdzie jest to piekło?
Gdzie jest ten raj?
Gdzie jest to piekło?
Gdzie jest ten raj?
Dzisiejszy świt kona jak ty
Jak schyłek dnia odchodzę ja
Blask latarni wiruje jak śnieg
Wszystko tańczy jak w koszmarnym śnie
Nie czuję nic i milczysz ty
To właśnie nadszedł koniec tej gry
Gdzie jest to piekło?
Gdzie jest ten raj?
Gdzie jest to piekło?
Gdzie jest ten raj?
Gdzie jest to piekło?
Gdzie jest ten raj?
Gdzie jest to piekło?
Gdzie jest ten raj?
Spójrz jak świat z każdą chwilą odkrywa nam swój nieprzebrany czar
Mówisz, że tak nam dobrze jest
A ja czuję jak każdego dnia tracę siłę żeby odbić się od dna
Jeśli nie chcesz ze mną odejść
Nie chcesz ze mną iść
Tam gdzie każdy dzień
To spełniony sen
Jedno możesz dla mnie zrobić
Jedno dla mnie zrób
Wbij w me serce nóż
I wykop mi grób
Jeśli nie chcesz ze mną odejść
Nie chcesz ze mną iść
Tam gdzie każdy dzień
To spełniony sen
Jedno możesz dla mnie zrobić
Jedno dla mnie zrób
Wbij w me serce nóż
I wykop mi grób
Pogrzeb mnie głęboko
Mnie i swe wspomnienia
Pogrzeb mnie głęboko
W miejscu bez imienia
Niech w śnieg wsiąknie krew i łzy
Żebym został tam gdzie ty
Nie chcę dłużej iść tą drogą
Chcę stąd odejść razem z tobą
Chcesz znać moją tajemnicę ?
Wiem, każde piekło gdzieś ma granicę
Przyszedł czas, że bańka prysła
Gdy to stracę - więcej zyskam
Mówisz, że się tej straty boisz
Bagno wciąga gdy w nim stoisz
Wiem na pewno - nic tu po mnie
Chcę stąd odejść i zapomnieć
Chcę na nowo mieć nadzieję
Przeszły czas już nie istnieje
Przecież wiesz jak mnie zatrzymać
Nikt nie będzie cię przeklinać
Teraz myśl - kto robi błąd ?
Jeśli nie chcesz ze mną odejść stąd...
Jeśli nie chcesz ze mną odejść
Nie chcesz ze mną iść
Tam gdzie każdy dzień
To spełniony sen
Jedno możesz dla mnie zrobić
Jedno dla mnie zrób
Wbij w me serce nóż
I wykop mi grób
Jeśli nie chcesz ze mną odejść
Nie chcesz ze mną iść
Tam gdzie każdy dzień
To spełniony sen
Jedno możesz dla mnie zrobić
Jedno dla mnie zrób
Wbij w me serce nóż
I wykop mi grób
Czasem i za dnia - noc najczarniejsza
Wątpliwości mrok
W twojej duszy rośnie
Ciężkie chmury potęgują strach
Słońce traci blask
Możesz brać ile tylko chcesz
Ile dasz kiedy w sercu cień?
Czy przekroczysz niepewności próg?
Przecież zawsze jest tyle innych dróg
Nie, nie pytaj mnie
Czy ten ogień płonie
Może sama ugasiłaś go
W myśli ciemnej toni?
Możesz brać ile tylko chcesz
Ile dasz kiedy w sercu cień?
Czy przekroczysz niepewności próg?
Przecież zawsze jest tyle innych dróg
Czasem i za dnia - noc najczarniejsza
Możesz brać ile tylko chcesz
Ile dasz kiedy w sercu cień?
Czy przekroczysz niepewności próg?
Przecież zawsze jest tyle innych dróg
Możesz brać ile tylko chcesz
Ile dasz kiedy w sercu cień?
Czy przekroczysz niepewności próg?
Przecież zawsze jest...
Wokół ciemno, pada gęsty śnieg
Wszędzie cicho jak w spokojnym śnie
Nie czuję nic, a ze mną ty
Szybko nadchodzi koniec tej gry
W szkle witraże wymalował mróz
Cisza koi rozkrzyczany mózg
Nie mówię nic i milczysz ty
Zaraz nadejdzie koniec tej gry
Gdzie jest to piekło?
Gdzie jest ten raj?
Gdzie jest to piekło?
Gdzie jest ten raj?
Dzisiejszy świt kona jak ty
Jak schyłek dnia odchodzę ja
Blask latarni wiruje jak śnieg
Wszystko tańczy jak w koszmarnym śnie
Nie czuję nic i milczysz ty
To właśnie nadszedł koniec tej gry
Gdzie jest to piekło?
Gdzie jest ten raj?
Gdzie jest to piekło?
Gdzie jest ten raj?
Gdzie jest to piekło?
Gdzie jest ten raj?
Gdzie jest to piekło?
Gdzie jest ten raj?
Coś zimnego w martwej ciszy
Kiedy skupisz się - usłyszysz
Kto zna wszystkie odpowiedzi?
W kim naprawdę diabeł siedzi?
Jaka mantra cię ochroni
Przed stalowym ostrzem w dłoni?
Czy szepczesz do tego ucha
Które modlitw twych wysłucha ?
Gdzie przyszłości cień się czai:
W kuli czy w tarota talii?
Czy istnieje taka siła
Co zmarłego by wskrzesiła?
Czy śmierć życia jest chorobą
Czy śmierć niesie życie z sobą?
Czy naprawdę to usłyszysz?
Coś martwego w zimnej ciszy
Coś zimnego w martwej ciszy
Kiedy skupisz się - usłyszysz
Jaką wiedzę zgłębić muszę
By określić swoją duszę?
Czym istnienia jest świadomość?
Funkcją mózgu? Niewiadomą?
Bożą iskrą czy przekleństwem?
Kto jest jego podobieństwem?
Gdy człowiek stworzy człowieka
Co na niego wtedy czeka?
Czy zostanie kim był sobie
Czy już będzie wtedy Bogiem?
Wszechświat - czy będzie trwał wiecznie
czy się skurczy i znów pęknie?
Czy naprawdę to usłyszysz?
Coś martwego w zimnej ciszy
Z kart złożony wyrok śmierci
W oczach figur czerni znaczeń
Nie rozświetla żaden płomień
Teraz już nic nie znaczy to
Co znaczyło więcej
Od tego co mogło
Być tylko mgłą
I mroczne cienie spowiją me serce
To przeznaczenie, nie mogę nic więcej...
I mroczne cienie spowiją me serce
To przeznaczenie, nie mogę nic więcej
Zrobić dla ciebie, więc zamknij oczy
I pozwól mi iść tam gdzie kroczy
Śmierć
I płynę i płynę przez zimne przestrzenie
Nie mogę nic więcej - to przeznaczenie
Prowadzi me kroki do drogi mej kresu
Ja nie chcę wcale poznawać jej sensu
Bo moje serce jest ciągle przy tobie
Nie mogę nic zrobić, a zawsze odchodzę
Przez zimne cienie i mroczne przestrzenie
Wybacz mi proszę - to przeznaczenie
